PKP – jeden bilet wiosny nie czyni
grudzień 29, 2007
Historia z początku miesiąca: byliśmy w Londynie, wprawdzie krótko, bo raptem 4 dni, ale miasto wrażenie zrobiło. Pewne rzeczy mi się spodobały, zwłaszcza transport publiczny (taka dziwna fiksacja, którą chyba zaraziłem się od kolegi ze studiów). Nie o województwie londyńskim chciałem, lecz o tym, co się działo w trakcie powrotu.
Wielbłądem nie jestem, czego dowodzę niniejszym tekstem
grudzień 29, 2007
Rzecz będzie o dowodach osobistych. Tak, te z tych, które każdy obywatel RP winien posiadać jakowyś, wymienić do końca roku, a co nie każdemu się uda.
Najpierw studium przypadku: jestem zameldowany w mieście X, ale urodziłem się w Y, a żyję w Z. Tak więc, aby spełnić obowiązek, który został nałożony na mnie przez kochanego Ustawodawcę, wybrałem się podczas urlopu w pewien dzień letni do Urzędu Gminy w X. Zamierzałem zrobić to dzień wcześniej, ale przyszedłem za późno (po 10), więc kolejka była już całkiem spora. Nie ma tego złego, bo spotkałem kolegę ze szkolnej ławy (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy o naszej-klasie). Kolega, oczywiście przebywał w kolejce do wymiany dowodu, mieszka i pracuje daleko stąd, więc korzysta z urlopu, żeby załatwić tą przyjemność. Nie byłem jeszcze zdesperowany, więc po towarzyskiej rozmowie poszedłem sobie. Read the rest of this entry »